Informacje

Najbliższe spotkanie:
29.02.2012 godzina 19.00
Dom Katechetyczny w Wapienicy

Newsletter Klubu Taty

Jeśli chcesz otrzymywać aktualne informacje na temat Klubu Taty podaj swój adres e-mail *

* w każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania informacji

Inspiracje
"Tatą jesteś do końca życia..."
Wstaw nasz banner!

Archiwum kategorii ‘Tata na co dzień’

Modlitwa mężczyzny

 "Modlitwa mężczyzny" którą znalazłem w sieci. Pomocna kiedy brakuje słów, a serce chce się modlić.  AnLee

Panie Jezu, przychodzę do Ciebie, aby znaleźć w Tobie odnowienie - aby na nowo znaleźć swoje miejsce w Tobie, przyrzec Ci swoje posłuszeństwo i otrzymać od Ciebie całą łaskę i miłosierdzie, których dzisiaj tak bardzo potrzebuję. Uznaję Cię za swojego Pana i władcę i każdy aspekt swojego życia całkowicie i zupełnie oddaję Tobie. Daję Ci swoje ciało jako żywą ofiarę; daję Ci swoje serce, duszę, umysł i siły; i daję Ci również mojego ducha.

     Obmywam się Twoją krwią - mojego ducha, moją duszę i moje ciało. I proszę Ducha Świętego, aby przywrócił mi jedność z Tobą, zamknął mnie w Tobie i prowadził mnie w tym czasie modlitwy. We wszystko, o co teraz się modlę, włączam... (moją żonę, moje dzieci - wymienić po imieniu). Występując jako ich głowa, biorę ich pod swoje panowanie i osłaniam, i wprowadzam pod Twoje panowanie, Twoją tarczę. Duchu Święty, udziel im wszystkiego, o co teraz proszę w ich imieniu.

     Boże, święta i zwycięska Trójco, jedynie Ty jesteś wart mojej czci, całego mojego serca, wszystkich moich pochwał, zaufania i chwały mojego życia. Oddaję Ci cześć, składam przed Tobą pokłon i powierzam się Tobie wraz z moim sercem poszukującym prawdziwego życia. Jedynie Ty jesteś Życiem i Ty stałeś się moim życiem. Wyrzekam się innych bogów, wszystkich idoli i daję Ci miejsce w swoim sercu i życiu, na które prawdziwie zasługujesz. Tu i teraz wyznaję, że Ty jesteś najważniejszy, Boże, nie ja. Ty jesteś Bohaterem tej Opowieści, a ja do Ciebie należę. Wybacz mi, Boże, wszystkie moje grzechy. Zbadaj mnie i poznaj, i wyjaw mi te aspekty mojego życia, które się Tobie nie podobają, zdemaskuj wszelkie układy, które zawarłem, i udziel mi łaski głębokiej i prawdziwej skruchy.

     Ojcze niebieski, dziękuję Ci za to, że mnie kochasz i wybrałeś mnie przed założeniem świata. Ty jesteś moim prawdziwym Ojcem - moim Stwórcą, Odkupicielem, moim wsparciem i prawdziwym celem wszystkich rzeczy, także mojego życia. Kocham Cię; ufam Tobie, oddaję Ci cześć. Dziękuję Ci za to, że okazałeś mi swoją miłość, posyłając swego jedynego Syna Jezusa, aby był moim zastępcą i przedstawicielem. Przyjmuję Go, całe Jego życie i całe Jego dzieło, które dla mnie podjąłeś. Dziękuję Ci za włączenie mnie w Chrystusa, za darowanie mi grzechów, za udzielenie mi swojej sprawiedliwości, za napełnienie mnie w Nim. Dziękuję Ci za przywrócenie mnie do życia razem z Chrystusem, podniesienie mnie z martwych razem z Nim, posadzenie mnie razem z Nim po Twojej prawicy, udzielenie mi Jego władzy i namaszczenie mnie Twoim Świętym Duchem. Przyjmuję to wszystko z wdzięcznością i udzielam Ci całkowitego prawa do mojego życia.

     Jezu, dziękuję Ci za to, że dla mnie przyszedłeś, że dałeś swoje życie na okup za mnie. Czczę Cię jako swego Pana; kocham Cię, wielbię Cię, ufam Tobie. Szczerze przyjmuję Cię jako swego Odkupiciela i przyjmuję wszystkie Twoje dzieła i tryumf Twojego ukrzyżowania. Dlatego że jestem oczyszczony od mojego grzechu twoją przelaną krwią, usunięta została moja stara natura, moje serce zostało obrzezane dla Boga, a wszelkie pakty przeciw mnie są unieważnione. Zajmuję swoje miejsce na Twoim krzyżu i w Twojej śmierci, i dlatego umieram wraz z Tobą dla grzechu i dla ciała, dla świata i dla Złego. Idę na krzyż wraz z Chrystusem i krzyżuję swoje ciało wraz ze wszystkimi namiętnościami i pożądaniami. Biorę swój krzyż i krzyżuję swoje ciało z całą jego dumą, niewiarą i bałwochwalstwem. Porzucam starego człowieka. Stawiam ten krzyż między sobą a wszystkimi ludźmi, wszystkimi duchami, wszystkimi rzeczami. Duchu Święty, udziel mi (mojej żonie i moim dzieciom) całego dzieła ukrzyżowania Jezusa Chrystusa, jakiego dla mnie dokonał. Przyjmuję je z wdzięcznością i daję Mu całkowite prawo do mojego życia.

    Panie Jezu, szczerze przyjmuję Cię jako moje nowe życie, moją świętość i uświęcenie i przyjmuję całe Twoje dzieło i tryumf Twojego zmartwychwstania, dzięki któremu powstałem z martwych wraz z Tobą do nowego życia, aby uczestniczyć w nowym życiu, umarły dla grzechu, a żywy dla Boga. Jestem ukrzyżowany razem z Chrystusem. I już nie ja żyję, ale Chrystus, który żyje we mnie. Zajmuję teraz swoje miejsce w Twoim zmartwychwstaniu, dzięki czemu powracam wraz z Tobą do życia. Króluję w życiu dzięki Tobie. Przyoblekam się w nowego człowieka w całej świętości i pokorze, w całej sprawiedliwości i czystości, i prawdzie. Moim życiem jest teraz Chrystus, jedyny, który mnie umacnia. Duchu Święty, udziel mi (mojej żonie i moim dzieciom) pełni zmartwychwstania Jezusa Chrystusa dla mnie. Przyjmuję je z wdzięcznością i daję mu całkowite prawo do mojego życia.

     Jezu, uznaję Cię szczerze za swój autorytet, za swoją zasadę, uznaję Twoje wieczne zwycięstwo nad szatanem i jego królestwem, oraz całe dzieło i tryumf Twojego wniebowstąpienia, dzięki któremu szatan został osądzony i wypędzony, jego Władze i Zwierzchności rozbrojone, a wszelka władza w niebie i na ziemi dana jest Tobie, Jezu, ja zaś otrzymałem pełnię w Tobie, Głowie wszystkiego. Zajmuję swoje miejsce w Twoim wniebowstąpieniu, dzięki któremu razem z Tobą zostałem wskrzeszony i siedzę po prawicy Ojca, i jestem umieszczony w Tobie z całą władzą. Rozciągam Twoją władzę i zasady Twojego królestwa na moje życie, moją rodzinę, mój dom i moje dobra.

     I teraz pełnię Twojego dzieła - Twój krzyż, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie - przeciwstawiam szatanowi, jego królestwu i jego emisariuszom oraz całej ich działalności wymierzonej przeciw mnie i moim dobrom. Większy jest Ten, który jest we mnie, od tego, który jest w świecie. Chrystus dał mi władzę, aby pokonywać wszelkie moce Złego, a ja teraz stosuję tę władzę wobec wszystkich wrogów i wypędzam ich w imię Jezusa Chrystusa. Duchu Święty, udziel mi (mojej żonie i moim dzieciom) pełni dzieła wniebowstąpienia Jezusa Chrystusa. Przyjmuję je z wdzięcznością i oddaję Mu całkowite prawo do mojego życia.

     Duchu Święty, przyjmuję Cię szczerze za swego Doradcę, Pocieszyciela, swoją Siłę i swojego Przewodnika. Dziękuję Ci za to, że naznaczyłeś mnie pieczęcią w Chrystusie. Czczę Cię jako swojego Pana, i proszę, byś prowadził mnie do całej prawdy, abyś mnie namaścił na całe moje życie, moją drogę i moje powołanie i zaprowadził głębiej do Jezusa. Otwieram całe swoje życie na Ciebie w każdym jego wymiarze i w każdym aspekcie - moje ciało, moją duszę i mojego ducha - i chcę, byś mnie napełniał, chcę dostosowywać się do Ciebie we wszystkich rzeczach. Udziel mi, błogosławiony Duchu Święty, całego dzieła i wszystkich darów Zesłania Ducha. Napełniaj mnie na nowo, błogosławiony Duchu Święty. Przyjmuję Cię z wdzięcznością i daję Ci całkowite prawo do mojego życia (i życia mojej żony i dzieci).

     Ojcze w niebie, dziękuję Ci za udzielenie mi wszelkich błogosławieństw duchowych na wyżynach niebieskich w Chrystusie Jezusie.

     Przyjmuję dzisiaj te błogosławieństwa w moim życiu i proszę Ducha Świętego, aby je dzisiaj wprowadził do mojego dnia. Dziękuję Ci za krew Jezusa. Ponownie obmyj mnie Jego krwią z wszelkiego grzechu, skazy i złych nawyków. Nakładam na siebie Jego zbroję - pas prawdy, pancerz sprawiedliwości, sandały gotowości głoszenia dobrej nowiny o pokoju, hełm zbawienia. Biorę tarczę wiary i miecz Ducha, czyli słowo Boże, i używam tej broni w mocy Boga przeciw Złemu. Postanawiam modlić się w Duchu w każdych okolicznościach, być silnym w Tobie, Panie, i w Twojej potędze.

     Ojcze, dziękuję Ci za Twoich aniołów. Wzywam je władzą Jezusa Chrystusa i wyprawiam na wojnę za mnie i mój dom. Niechaj mnie strzegą w każdych okolicznościach dzisiejszego dnia. Dziękuję Ci za tych, którzy się za mnie modlą; przyznaję, że potrzebuję ich modlitw i proszę, abyś wysłał swojego Ducha i ich pobudził, i nas połączył, wznosząc baldachim modlitwy i wstawiennictwa za mnie. Rozciągam dziś królestwo Pana, Jezusa Chrystusa na mój dom, moją rodzinę, moje życie i moje dobra. Modlę się o to wszystko w imię Jezusa Chrystusa, oddając Mu całą chwałę, szacunek i wdzięczność.

 

Jesienny spacer…


Męski spacer – kolejne jesienne liście zbierane do kolekcji. Ciekawe że tak samo zachwycają mnie kolorami jak w mojej przedszkolnej młodości. Żołędzie, kasztany, szyszki – nieśmiertelny ekwipunek przedszkolaka i radość z każdego znalezionego grzyba.

Nic się nie zmieniło. Pięćdziesiąt lat temu, za rączkę ze swoimi rodzicami tak samo łapczywie zbierałem kolorowe liście jak podczas sobotniego spaceru z Pawełkiem.

Te same kolory od wieków, ten sam katar i ta sama radość ze wspólnie spędzonego czasu.

Tu nie trzeba nic wymyślać, po prostu ubrać się ciepło i zaplanować wyprawę sam na sam z dzieckiem i zachwycać się Bożą mądrości i logiką obserwując przyrodę.

Niesamowite!

Małe dzieci, mały kłopot…

Być może przysłowia są „mądrością narodów”ale śmiem polemizować czy jest tak do końca i ze wszystkimi. Często zamykają fajne dyskusję które mogą coś konstruktywnego wnieść do omawianego zagadnienia puentowane są płytką sentencją, bo przecież nie wypada z mądrością ludową polemizować. Wśród utartych zwrotów i powiedzeń są takie które w kanonie głupoty znalazły by się na najwyższym podium, ale są też pożyteczne i mądre.

Powiedzenie typu „ Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie” zamyka rozmowę o Bożym działaniu i zostało spłycone do poziomu kara, nagroda lub do usprawiedliwienia ludzkiego odwetu.

Jednym z głupszych powiedzeń ( sorry: mądrości) to tzw. złota zasada rodzicielstwa: Małe dzieci mały kłopot , duże dzieci duży kłopot.

Nie wiem kto jest autorem tej sentencji, ale z pewnością anonim i to niezły frustrat.

Mając za sobą ćwierć wieku rodzicielstwa nie zamieniłbym radości bycia tatą na narzekanie na swoje dzieciaki z byle powodu, a z pewnością trochę bym ich znalazł. Każdy rok ich życia to nowe odkrycia, nowe osiągnięcia i wspólne radości i coś czego się spodziewałem a co przerosło moje oczekiwania- dorosła i niesamowita przyjaźń rodziców i dzieci.

Wspólne odkrywanie świata ze swoimi dziećmi to jest dopiero przygoda. To tak jakby ktoś ci kupił nowa dokładna lornetkę i pokazywał świat którego do tej pory nie dostrzegałeś. I nie ma tutaj żadnej przesady, jest tylko normalna, zaplanowana przez Boga relacja z dziećmi, ze wszystkimi trudami i wyrzeczeniami, których w bilansie ogólnym jest zdecydowanie mniej niż tych dobrych.

Jestem Bogu wdzięczny za to że mogę być rodzicem i uczyć się od Niego jak najlepszego ojcostwa. A co do mądrych sentencji to wolę te z Księgi Przysłów bo wiem że to słowo naprawdę mądre i pożyteczne.

Indiańskie życie…

Słowo dane przez Indianina to coś więcej niż tylko obietnica, to pewność że go dotrzymamy. Kiedy mały Indianin daje słowo ze „zje ładnie kolację” lub „ umyje włosy szamponem, bez krzyku” to jest to pewne jak zachód słońca.

Czas indiańskich zabaw z pewnością mamy jako faceci już za sobą. Ale tak myślę ile mądrych wartości uczyła ta zabawa.

Z moim młodszym czteroletnim synem odkrywamy, on po raz pierwszy ja wracam do dzieciństwa, ścieżki indiańskich zwyczajów. Skaczemy, odpoczywamy w namiotach, szukamy „bladych twarzy”, śpiewamy i tańczymy – i czas nam płynie do kolacji.

Chyba tak naprawdę każdy dorosły mężczyzna ma w sobie coś z tego wyidealizowanego Winnetou z dzieciństwa, dla którego Słowo to było Słowo, Przyjaźń znaczyła więcej niż tzw. układ czy zobowiązanie. Prawdziwy Apacz nie pozostawił członka swojego plemienia na pastwę nieprzyjaciół i zawsze wracał by pomagać.

A więc dzisiaj po pracy znowu rozpoczniemy zabawę po obiedzie od tańców indiańskich i okrzyków, narażając się na niebezpieczeństwo spotkania z „groźną Babcią”

Wiem dorosły facecie, że masz w sobie duszę Indianina!

Spróbuj tak jak kiedyś powrócić do szukania życiowego skarbu!

Howgh!

Filmy dla Taty…

Zupełnie przypadkiem wybraliśmy do oglądania filmy z naszego rodzinnego magazynu, i jakież było nasze zdziwienie, kiedy podsumowując oglądane filmy stwierdziliśmy, że wszystkie dotyczyły

zniszczonych relacji między rodzicami i dziećmi. Rodzice i dzieci mówiące innym językiem, brak jakiejkolwiek więzi i normalności,brak czasu na zastanowienie się nad sobą i chyba najbardziej dramatyczne losy bohaterów filmu TETRO – kim jest mój ojciec?

Przypadek, czy smutna rzeczywistość. Statystyka jest bezwzględna, ale rodzice dla swoich dzieci również.

Zastanawiam się ilu członków ekipy filmowej realizującej każdy z tych filmów dokładał swoje trudne doświadczenia do losów filmowych bohaterów.

Poruszył mnie bardzo wpis na blogu jednego z moich przyjaciół na temat swojego swojego nieżyjącego ojca.

Pamiętam strach kiedy mówił o swoim ojcu i widzę teraz dorosłego mężczyznę który przebaczył i zmienił to co wydawało się nie możliwe.

Na wiele fabuł w naszym „filmowym życiu”, my ojcowie mamy ogromny wpływ.

Realizujmy dobre „filmy”, zachęcające do budowania więzi rodzinnych normalnych, nie tych „postępowych”.

Polecam filmy:

Bella

August Rush

Tetro

Wspólne śpiewanie…

fot. www.drachma.org.plDla Josia śpiewanie nigdy nie było czymś pasjonującym i trudno powiedzieć czy teraz będzie, nie mniej nasz wspólny czas na I Warsztatach Gospel w Bielsku-Białej zostanie nam w pamięci. Ciesze się i jestem bardzo dumny z tego, że dał się namówić i dzielnie przez trzy dni wspierał basy swoim głosem w przerwach wcinając ciastka, biegając z Ignacym i rysując bitwy w śpiewniku ;]

Więcej szczegółów na: www.grabiecdesign.eu

http://grabiecdesign.eu/2010/09/28/i-warsztaty-gospel-bielsko-biala/

„Tato! Potańcz ze mną…”

To, że moja Dobrusia kocha świętować wiadomo od dawna – Ci którzy ją znają wiedzą co mówię ;] Do tego bardzo kocha tańczyć i naprawdę robi to z serca. Zdecydowaną większość świętowania jej piątych urodzin przetańczyliśmy … bo jak odmówić przebierającej się po raz 10 królewnie ;] Błysk w małych oczkach i radość połączona z pasją – to jest to! Nieważne, że się kroków nie zna, wystarczy podążać za małą tancerką – im więcej wygłupów tym lepiej!

Ojcowie tańczmy z córkami, przytulajmy ile się da! póki tego chcą…;-]

Reset urlopowy…

Reset wykonany. Musi być czas na sprawy przyjemne, trudne do zrealizowania w czasie roku pracy.

Nadrobiliśmy zaległości w w rozmowach, głupawce i spacerach.

Czas budowania piaskowych zwierzaków połączył pokolenia, obcych sobie plażowiczów, a inwencja twórcza rozpalała mózgi piaskowych inżynierów.

Wyluzowani ojcowie zachowujący się jak dzieci i co mnie zaskoczyło zdecydowanie częściej bawiący się z dziećmi niż mamy.

Moja prywatna teoria mówi że ojcowie mają zdecydowanie więcej DZIECKA w sobie niż sobie to uświadamiają, i jeśli ich nie spowolni duża ilość plażowego piwa to świetnie to pokazują i cieszą się tym.

A dzieciaki wpatrzone w ojców gotowe są do wielkich poświęceń przynosząc materiał do budowy zamków, żeby tylko utrzymać przy sobie tatę jak najdłużej.

Urlop nie trwa wiecznie, ale com zobaczył i usłyszał zostanie we mnie na długo i już czuje że wierci się w serduchu.

Zapracowany tato…

Szukając przyczyn rozluźniających się więzi miedzy synami a ojcami natrafiłem na niezwykle przekonującą mnie koncepcję Roberta Bly’a którą opisuje w swojej książce „ Żelazny Jan”.

Ojcowie którzy pracowali dawniej fizycznie w warsztacie, w domu lub w fabryce byli dla swoich synów wzorem siły, męstwa, odwagi, cierpliwości. Synowie często uczestniczyli w tej pracy razem z tatą dzieląc z nim czas, wysiłek, problemy i posiłki. Ten czas niejednokrotnie obejmował cały dzień, od świtu aż po zmierzch. Dlatego też synowie często szli w ślady swoich ojców kontynuując tradycje rzemieślnicze, pasje, zawody.

W latach sześćdziesiątych rozpoczął się czas tzw. pracy umysłowej. Pamiętam, że nobilitacją było wpisanie w rubryce : zawód ojca – pracownik umysłowy. Taki wymóg czasów trwający do dzisiaj.

Ale niestety synowie pozbawieni obecności ojca i wyrazistego wzorca pracy mężczyzny niejednokrotnie nie wiedzą jakim mężczyznami chcieli by się stać. Tęsknota ta widoczna jest w bohaterach gier, książek, filmów, gdzie męstwo, waleczność, honor i przyjaźń wylewają się z każdej fabuły. Ojciec przyjaźniący się z innymi mężczyznami daje wyraźny sygnał i wskazówki swojemu synowi, jak powinny wyglądać jego relacje z innymi.

Teraz tato przychodzi z pracy zmęczony, małomówny,myślący tylko o jednym – o odpoczynku.

Jak pochwalić się przed synem osiągnięciami w pracy, mówić o programowaniu, rysowaniu, rozmowach z pacjentami? Chyba nie tego potrzebuje młody chłopiec.

Pracy nie zmienimy, jej charakteru też –a le musimy mieć na uwadze to, że chłopak staje się mężczyzn poprzez innych mężczyzn, że męskości uczy tata i wprowadza w świat odpowiedzialności, honoru, lojalności i odwagi.

Trudno, trzeba zwlec się z kanapy i dobrze ważąc chwile które syn chce z nami spędzić, znaleźć codziennie czas na konkretne wspólne działanie.

Mój mały syn codziennie „pracując” z dziadkiem w ogrodzie i w garażu, czeka na mnie kiedy wracam z pracy niecierpliwie przynagla do koszenie trawy, palenia ogniska, sprzątania na ogrodzie- bo wtedy jest blisko taty i ma go dla siebie.

Bliskość i wspólny czas – to dobry sposób na wprowadzanie młodego chłopca w świat męskiej odpowiedzialności.

Wyprawa ojciec-syn!

Było to jakiś czas temu, ale temat jak najbardziej aktualny!

„Miałem przyjemność wybrać się z moim synem Josiem ostatnio na Klimczok wieczorną porą by sprawdzić warunki w schronisku na przyszłą wyprawę /Tatusiada 2008/… Pomysł wspólnej wędrówki z latarkami chodził mi po głowie przed i w czasie wakacji. Czułem, że oboje tego potrzebujemy! Na koniec Josio zapytany czy pójdzie raz jeszcze w większym składzie odpowiedział: „nie tato, pójdę gdzieś nawet na tydzień, ale z Tobą” – zatkało mnie.

Postanowiłem to ZAPLANOWAĆ na ostatnia sobotę wakacji. Zadzwoniłem do schroniska i zarezerwowałem pokoik, popytałem o szczegóły i o herbatę z cytryną ;]. Wydrukowałem mapkę szlaków, kupiłem baterie, słodycze, prowiant. Na koniec poinformowałem moją żonę parę dni wcześniej, że wybywamy z Josiem w sobotę wieczorem na Klimczok – ku jej wielkiej radości :] – Josio rzecz jasna nic o tym nie wiedział – Niespodzianki – piękna rzecz!.

Sobota
Rano Josio dowiedział się, że wieczorem mamy wspólny czas… zaskoczenie, ale błysk w oku, tysiąc pytań oczywiście… udało mi się nie wygadać… Dzień dość zabiegany, robota koło domu, ślub znajomych, ukochana żona przyszła z odsieczą i spakowała nam po cichu plecak… Gdy zbliżał się wieczór zaczęło do mnie docierać, że idę z moim synem sam na sam w góry i to wieczorową porą! Posłuchajcie… Zacząłem mieć cykora, normalnego. Pojawiły się obawy: a co jeśli coś się stanie? o czym ja będę z nim gadał? co jeśli popierniczy mi się droga /a mam talent wierzcie mi/, etc. Godz. 17.00 oznajmiłem mu, że pakujemy się i wychodzimy. Ostatnie dopinanie plecaka, orzeszki i żelki w dłonie idziemy. Wyjawiam mu cel wyprawy… radość, zdziwienie…:] Puszcza mnie i myślę sobie: „Drogi Jezu! Co ma być to będzie – Ty z nami bądź!…”

I tak się dzieje idziemy rozmawiamy o wszystkim – karabiny, czołgi…, po co to…, tamto, podziwiamy widoki im wyżej tym bardziej jesteśmy zadziwieni pięknem okolic! Wygłupiamy się, opowiadamy bajki.
Niebezpieczeństwo!… duży pies na szlaku – sam na sam ;[ po chwili okazuje się, że jest właściciel - hurra żyjemy!
Źródełko!... Pytanie - 'tata możemy się napić?', błysk w oku - jasne że możemy - opiliśmy się pyszną, czystą, zimną wodą jak bąki /w plecaku dobre normalne napoje ;]/. Pstrykamy sobie nawzajem zdjęcia. Mijamy wielkie kamory – opowiadamy o dawnych wiekach…
Zaczyna się ściemniać, wyciągamy latarki, jedna ledwo świeci – druga nie działa… adrenalina rośnie, naprawiamy latarkę! Wchodzimy w ciemny las, Josio mówi: ‘tata, boje się… ja również, synu – odpowiadam – ALE DAMY RADĘ’. Idziemy. On świeci po szlakach, ja na drogę.
NIESPODZIANKA!… Okazuje się, że widać schronisko! Jesteśmy… RADOCHA! Dokonaliśmy tego… On 8 letni chłopak wychodzi na Klimczok z dość ciężkim plecakiem – MÓWIĘ MU 10 RAZY, ŻE JEST ‘GOŚĆ’! Pokój mamy przefajny i z telewizorem – ku Josia zaskoczeniu. Oglądamy kabarety, skoki na trawie – jemy kolacje i pijemy pyszną i jedyną w swoim rodzaju herbatę z cytryną. Zasypiamy szczęśliwi i zmęczeni!

Niedziela
Wstajemy rano. Cudny dzień! Josiu ogląda bajki, Cejrowskiego, idziemy na dół na śniadanko – jedyna opcja jajecznica, wcinamy, aż się nam uszy trzęsą – widok za oknem zapiera dech! Przed nami szczyt Klimczoka /bo schronisko – jak się dowiadujemy znajduje się na Magurze/. Popijamy soczki, sprzątamy pokój, wychodzimy, jagód mnóstwo – „fioletowe pyski” – zdobywamy szczyt Klimczoka – Szyndzielni – schodzimy na Kozią Górkę… gdzie czekają Danusia, Dobrusia i trochę rodziny! „Przybywają Zdobywcy”!

Powiem Wam tylko tyle na koniec…
Było mi dane: odczuć radość i szczęście… Widzieć błysk w oku i spełnienie marzeń… Doświadczyć poczucia jedności i bliskości, zdobycia czegoś wspólnie, normalności, bez bufonady i mądrowania… Przygody, śmiechu, łez… I to z synem Josiem! Chwała Bogu!

ps. dodam jeszcze… gdy przychodzą trudy /rok szkolny rozpoczęty/ i nerwy mnie biorą na niego, wtedy zamykam oczy i… widzę Zdobywcę! Małego człowieka z uśmiechem na twarzy i dużym plecakiem, który dzielnie wychodzi do góry… przeważnie mi przechodzi… ;]”