Archiwum kategorii ‘Tata na co dzień’
Wyprawa ojciec-syn!
Było to jakiś czas temu, ale temat jak najbardziej aktualny!
„Miałem przyjemność wybrać się z moim synem Josiem ostatnio na Klimczok wieczorną porą by sprawdzić warunki w schronisku na przyszłą wyprawę /Tatusiada 2008/… Pomysł wspólnej wędrówki z latarkami chodził mi po głowie przed i w czasie wakacji. Czułem, że oboje tego potrzebujemy! Na koniec Josio zapytany czy pójdzie raz jeszcze w większym składzie odpowiedział: „nie tato, pójdę gdzieś nawet na tydzień, ale z Tobą” – zatkało mnie.
Postanowiłem to ZAPLANOWAĆ na ostatnia sobotę wakacji. Zadzwoniłem do schroniska i zarezerwowałem pokoik, popytałem o szczegóły i o herbatę z cytryną ;]. Wydrukowałem mapkę szlaków, kupiłem baterie, słodycze, prowiant. Na koniec poinformowałem moją żonę parę dni wcześniej, że wybywamy z Josiem w sobotę wieczorem na Klimczok – ku jej wielkiej radości :] – Josio rzecz jasna nic o tym nie wiedział – Niespodzianki – piękna rzecz!.
Sobota
Rano Josio dowiedział się, że wieczorem mamy wspólny czas… zaskoczenie, ale błysk w oku, tysiąc pytań oczywiście… udało mi się nie wygadać… Dzień dość zabiegany, robota koło domu, ślub znajomych, ukochana żona przyszła z odsieczą i spakowała nam po cichu plecak… Gdy zbliżał się wieczór zaczęło do mnie docierać, że idę z moim synem sam na sam w góry i to wieczorową porą! Posłuchajcie… Zacząłem mieć cykora, normalnego. Pojawiły się obawy: a co jeśli coś się stanie? o czym ja będę z nim gadał? co jeśli popierniczy mi się droga /a mam talent wierzcie mi/, etc. Godz. 17.00 oznajmiłem mu, że pakujemy się i wychodzimy. Ostatnie dopinanie plecaka, orzeszki i żelki w dłonie idziemy. Wyjawiam mu cel wyprawy… radość, zdziwienie…:] Puszcza mnie i myślę sobie: „Drogi Jezu! Co ma być to będzie – Ty z nami bądź!…”
I tak się dzieje idziemy rozmawiamy o wszystkim – karabiny, czołgi…, po co to…, tamto, podziwiamy widoki im wyżej tym bardziej jesteśmy zadziwieni pięknem okolic! Wygłupiamy się, opowiadamy bajki.
Niebezpieczeństwo!… duży pies na szlaku – sam na sam ;[ po chwili okazuje się, że jest właściciel - hurra żyjemy!
Źródełko!... Pytanie - 'tata możemy się napić?', błysk w oku - jasne że możemy - opiliśmy się pyszną, czystą, zimną wodą jak bąki /w plecaku dobre normalne napoje ;]/. Pstrykamy sobie nawzajem zdjęcia. Mijamy wielkie kamory – opowiadamy o dawnych wiekach…
Zaczyna się ściemniać, wyciągamy latarki, jedna ledwo świeci – druga nie działa… adrenalina rośnie, naprawiamy latarkę! Wchodzimy w ciemny las, Josio mówi: ‘tata, boje się… ja również, synu – odpowiadam – ALE DAMY RADĘ’. Idziemy. On świeci po szlakach, ja na drogę.
NIESPODZIANKA!… Okazuje się, że widać schronisko! Jesteśmy… RADOCHA! Dokonaliśmy tego… On 8 letni chłopak wychodzi na Klimczok z dość ciężkim plecakiem – MÓWIĘ MU 10 RAZY, ŻE JEST ‘GOŚĆ’! Pokój mamy przefajny i z telewizorem – ku Josia zaskoczeniu. Oglądamy kabarety, skoki na trawie – jemy kolacje i pijemy pyszną i jedyną w swoim rodzaju herbatę z cytryną. Zasypiamy szczęśliwi i zmęczeni!
Niedziela
Wstajemy rano. Cudny dzień! Josiu ogląda bajki, Cejrowskiego, idziemy na dół na śniadanko – jedyna opcja jajecznica, wcinamy, aż się nam uszy trzęsą – widok za oknem zapiera dech! Przed nami szczyt Klimczoka /bo schronisko – jak się dowiadujemy znajduje się na Magurze/. Popijamy soczki, sprzątamy pokój, wychodzimy, jagód mnóstwo – „fioletowe pyski” – zdobywamy szczyt Klimczoka – Szyndzielni – schodzimy na Kozią Górkę… gdzie czekają Danusia, Dobrusia i trochę rodziny! „Przybywają Zdobywcy”!
Powiem Wam tylko tyle na koniec…
Było mi dane: odczuć radość i szczęście… Widzieć błysk w oku i spełnienie marzeń… Doświadczyć poczucia jedności i bliskości, zdobycia czegoś wspólnie, normalności, bez bufonady i mądrowania… Przygody, śmiechu, łez… I to z synem Josiem! Chwała Bogu!
ps. dodam jeszcze… gdy przychodzą trudy /rok szkolny rozpoczęty/ i nerwy mnie biorą na niego, wtedy zamykam oczy i… widzę Zdobywcę! Małego człowieka z uśmiechem na twarzy i dużym plecakiem, który dzielnie wychodzi do góry… przeważnie mi przechodzi… ;]”
Poduszki – cudny wynalazek
Daj dzieciom swój czas! – takie mądre stwierdzenie padło na poniedziałkowym spotkaniu… Przekonuje się, że nic tak nie rozładowuje „całodziennego ciśnienia” jak bitwa na poduchy, mało tego widzę jak dzieciom jest to bardzo potrzebne. Kiedy wczoraj zmęczony wróciłem z pracy postanowiłem poleżeć – tak po prostu „dychnąć”, dzieci nieśmiało zaczęły mnie szturchać dając sygnały – potrzebują ojca! Na początku zacząłem się denerwować na nich, po chwili jednak zrozumiałem ICH POTRZEBĘ i to co MOGĘ IM DAĆ – niewinna „przewracanka” przerodziła się w prawdziwą bitwę na poduchy! Szczęście, pasja i radość … cudny widok, po pół godziny wypompowani leżeliśmy na podłodze przytuleni :] Odpocząłem zdecydowanie lepiej!
Aha! jeszcze jedno, oczywiście musieli tę bitwę wygrać - a ja nie użyłem swojej siły – poczuli to i byli delikatniejsi :]
Dasz radę…
Ile można zrobić dla swoich dzieci jeśli po powrocie z pracy ma się dla nich 2 godziny do momentu położenia ich do łóżeczka.
Zmęczony tata myśli przede wszystkim o tym żeby mieć chwilę na odpoczynek, a małe serduszka i rączki oczekujące zupełnie czegoś innego.
Ojcowie pracują coraz więcej i nie zanosi się na to żeby szybko w tym ogólnym kieracie i trendzie coś się zmieniło, ale nieuchronność utraty chwil spędzonych ze swoim dzieckiem kilku moich znajomych zachęciło do zmiany trybu życia pod kątem swoich pociech.
Rosną szybko, czas stracony jest nie do odrobienia – to prawda oczywista – ale czy musimy sobie robić na złość i pozbawiać się tych niesamowitych chwil spędzonych ze swoim dzieckiem.
Nie można kapitulować w imię dobrobytu ziemskiego z tego co niezniszczalne i co jest powołaniem facetów którym Bóg zaufał do tego stopnia że powierzył im dzieci na wychowanie.
Tato nie kapituluj! Dasz radę!
Modlitwa Taty
Panie Jezu daj mi zrozumieć, że o wiele ważniejsze jest robić coś razem z moimi dziećmi niż tylko dla nich .
Pobłogosław Panie moje dzieci, spełnij swoje zamiary w ich życiu, nie bacząc na moje
wychowawcze porażki i na moje grzechy.
Panie prosimy Ciebie jako rodzice pukaj do serc moich dzieci, abyś stał się dla nich Panem i Zbawicielem .
Posługuj się nami w tej pracy, pozwól nam pokazywać im to, że Ciebie kochamy, że Tobie wierzymy, że ufamy w to, że Jesteś Wszechmogącym Panem Panów i Królem Królów.
Okazuj Duchu Święty w życiu naszym i w nich swoje cuda, aby nasza wiara w Ciebie była zawsze świeża i nowa nawet w tych dziwnych, zabieganych czasach .
Tata, sam na sam…
Czas sam na sam ze swoimi myślami to czas potrzebny, ośmielam się stwierdzić że niezbędny dla każdego taty. Jego niezbędność jest mocno dostrzegalna w momencie spiętrzenia obowiązku, problemów,nagłego skurczenia się czasu.
Pośpiech życia okrada z refleksji nad sobą, z uciszenia myśli z osobistego kontaktu z Bogiem w modlitwie i kontemplacji. Dobrze przebrany złodziej, w przebraniu pożytecznych i ważnych spraw – zabiera chwile w których czerpiemy siły i uczymy się siebie. Ucząc się spędzania czasu sam na sam ze sobą, łatwiej poświęcać swój czas dziecku podczas zabawy, szczególnie w okresie pierwszych trzech lat.
Często słuchając swojego serca w ciszy, przez długi czas słychać tylko echo swoich myśli, oczekiwań, problemów dnia, ale później cichutko zaczyna się ten niesamowity dialog…
I już wtedy wiem że znowu się dowiem czegoś o sobie.
Mężczyzna musi uczyć się znajdować czas na chwile milczenie, skupienia -dialogu ze swoim Ego, które broni się na swoich pozycjach i cieszy się nie potrafimy go zlokalizować.
Moi domownicy przestali już na mnie patrzeć dziwnie kiedy wiedza że poszedłem w cichy kąt domu, porostu – pomilczeć, wiedząc że tata wróci silniejszy.
Przypomina mi to trochę zaciągnięcie ręcznego hamulca i włączenie świateł pozycyjnych. A potem dalej do celu…
MAMATATA…
Tak by się mogło wydawać że jedno z rodziców wystarcza. Ale kiedy jestem sam z Pawełkiem ciągle słyszę: gdzie mama? Kiedy Basia spędza z nim czas – to samo pytanie tylko dotyczące taty.
Ale uśmiech i spokój który opanowuje malca gdy jesteśmy razem z żona w domu, i w zasięgu wzroku, mówi jasno – nie istnieje mama i tata, tylko MAMATATA.
Taki dwugłowy, czteroręki i dwusercowy przyjaciel.
Kiedyś nie widziałem tego tak wyraźnie jak teraz, jak bardzo potrzebni i ważni dla dziecka, są tata i mama razem, blisko i kochający się bardzo.
Tata i mama razem i to spokojne serduszko dziecka, małego i tego dużego.
Może mało odkrywcze – ale działa!
Marzenia…
Czego spodziewam się po naszych dzieciach?
Jak powiedziała moja Basia : „wychowujmy tak nasze dzieci żeby innym z nimi było dobrze”.
I to jest chyba kluczowa zasada, którą kierujemy się mniej lub bardziej świadomie w naszej rodzinie.
Nasze dorosłe dzieci mają już swój świat który tworzą zgodnie ze swoimi planami i możliwościami, ale widać w nich ten wyraźny szlif zasady o której pisałem wyżej.
A Pawełek? – jest kochany, słodki i sprawia wiele radości coraz większej liczbie osób.
Czy taki pozostanie, nie wiem ale modlimy się o to żeby dla innych ludzi był promyczkiem radości i światła które Jezus zapalił w naszej rodzinie.









