Archiwum kategorii ‘Tato, to brzmi dumnie!’
Tratwa czy parowiec?
Tato musi wiedzieć gdzie prowadzi swoje dzieci, jakie wartości chce im przekazać.
Plan dnia, tygodnia czy plan kwartalny to już standard w pracy. I chyba tak pozostanie, bo wskazuje na cel działań i stopień ich realizacji.
Wychowanie dziecka to misja która musi mieć swój plan i cel a często podobne jest do tratwy która płynie z prądem i mamy niewielki wpływ na kierunek i prędkość, bo: rządzi rzeka.
Tato Prawdziwy, przejęty swoją rolą jest kapitanem parowca, który bardzo często płynie pod prąd omijając potężne przeszkody wioząc ludzi i ładunek bezpiecznie i mądrze.
Mark Twain w książce „Życie na Missisipi” w sposób piękny i realistyczny opisuje czas który spędził na parowcu poznając tajemnice jego dowodzenia i wysiłek który musiał włożyć, żeby docierać już jako kapitan, bezpiecznie do celu.
Tato!Tratwa czy parowiec?
Łatwiej jest na tratwie to fakt – ale czy bezpieczniej?
Naj Tata…
A jak będę duży to będę jak Tata- każdy z nas usłyszał lub podsłuchał to zdanie, kiedy nasze dzieci wyciągają tzw. ostateczne argumenty w dyskusji. Tata jest ważny, rzekłbym najważniejszy w pewnym okresie życia dziecka i coraz bardziej przekonuje się, że dorosłe dzieci traktują relację z tatą w sposób szczególny i poważny.
Tata który nie ściemnia, ale jest sobą i się bardzo stara. Nawet jak zawali to się przyzna, jak nie ma racji to przeprosi. Tata który jest blisko kiedy przed brzdącem stają trudne problemy: budowanie wieży z klocków, naprawa zepsutego rowerka, cieknącego kranu, czy niepowodzenie w szkolnej miłości.
Ktoś nazwał to autorytetem, czymś danym od Twórcy prawdziwego ojcostwa. Depozyt nieskalany w momencie darowania i szafarstwo bezcennego skarbu. Co z nim robimy i zrobimy?
Warto przypominać sobie nieustannie, że małe oczy i uszy słuchaj i patrzą na nas akceptując bezkrytycznie i ufnie wszystko co robimy.
Bo tata jest Naj.
Zachęcam cię do bycia Naj Tatą i do modlitwy o dzieci, ze świadomością powierzonego bezcennego, kreatywnego dobra.
Przyjdzie czas kiedy kiedy licznik powie stop, i dowiemy się jak bardzo nam Ojcom Bóg zaufał.
Warto teraz się potrudzić, z satysfakcją…
Czas ucieka…
Czas ucieka niebłagalnie i nie ma możliwości żeby nadrobić ten który mamy za sobą.
Ale możemy jako ojcowie każdą chwilę spędzana ze swoimi dziećmi traktować jako czas bezcenny i niezmiernie ważny do wykorzystania.
Kariera zawodowa, budowany dom, działalność społeczna czy polityczna może poczekać – nasze dzieci nie czekaja, uczą się cały czas ale czy mamy pewność że uczą się od nas – ojców.
Pozwólmy naszym dzieciom być jak najbliżej siebie, dostrzec w nich ogromny potencjał i chęć żeby uczyć się od nas dobrych rzeczy.
Czy chcemy czy nie jesteśmy PIERWSZYMI NAUCZYCIELAMI naszych dzieci. Czego chciałbyś w pierwszej kolejności nauczyć swoje dzieci? Czy masz z nimi dobry kontakt? Czy masz chwile zwątpienia i rezygnujesz z autorytetu jaki dał ci Bóg? Czy chciałbyś być jeszcze lepszym tatą?
Jest wiele pytań które powinniśmy sobie postawić, chcąc odpowiedzialnie wychowywać nasze dzieci, ale ważne jest aby na pytaniach nie poprzestać i pójść dalej dla dobra naszych dzieci i ich przyszłości. Zachęcam gorąco.
Prawda praktyczna!
Zastanawiałem się nad najważniejsza prawdą jakiej chciałbym nauczyć moje dzieci i jakim przesłaniem chciałbym by kierowały się w życiu. W jaki sposób przekazać im PRAWDĘ która będzie im pomagała codziennie.
Myśląc nad tym zacząłem zastanawiać się co tak naprawdę przy tzw. życiu mnie trzyma i odpowiedz mam prostą – moje życie ma cel bo jestem kochany przez kogoś bardzo mną zainteresowanego.
Świadomość że Bóg mnie kocha i towarzyszy mi na każdym kroku jako Przyjaciel, Ojciec, Doradca, Pocieszyciel – to chyba ta najważniejsza dla mnie prawda, która daje poczucie sensu codzienności.
Chciałbym żeby moje dzieci poznały i doświadczały na co dzień tego że
Bóg je baaaaardzo kocha !
Nowoczesne ojcostwo…
Może jestem staroświecki i zacofany, ale zamierzam bronić wszystkich facetów którzy kosztem poprawy tzw. statusu materialnego poświęcają swój czas i siły na budowanie relacji ze swoimi dziećmi. Kolumbem nie jestem i odkryć wielkich czynić nie chcę, wiem że wymaga to wysiłku, rezygnacji ze swoich ulubionych zajęć na rzecz inwestycji i to bardzo konkretnej.
Po latach jestem w stanie oceniać w jaki naturalny sposób mój ojciec inwestował w mój rozwój i nasze relacje, i jak w prosty sposób mój dziadek budował męski charakter mojego taty.
Kiedyś to było takie oczywiste, ze syn spędzał mnóstwo czasu z ojcem, teraz i to jest dziwne wydaje się to jakąś wielką akcją i odkrywaniem nowego i potężnym wyzwaniem.
Ale bez względu na to jaka jest motywacja z każdej chwili spędzanej ze swoimi dziećmi należy się cieszyć i prosić o jeszcze. Jest to w interesie nas wszystkich, żeby autorytet i osoba ojca w rodzinie miała takie miejsc i znaczenie jakie zaplanował Bóg, bo dobrze to wymyślił.
Staroświeckość mi pochlebia, nowoczesnego ojcostwa chyba się boję.
Andrzej Liszka



